Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!
       

Super Express

"Super Express" – wydawany w Warszawie od 1991 roku dziennik o charakterze sensacyjno-rozrywkowym. Jego pierwszy zespół dziennikarski stanowiła w przeważającej większości dotychczasowa obsada "Expressu Wieczornego". Format tabloidowy. Zasłynął publikacjami dotyczącymi afer politycznych i obyczajowych. Przed wyborami w 1993 i 1995 roku złamał obowiązującą media ciszę przedwyborczą, publikując wyniki sondaży przedwyborczych. Głośnym echem odbiło się również opublikowanie przez dziennik zdjęć ciała zastrzelonego w Iraku korespondenta TVP, Waldemara Milewicza oraz fotomontażu przedstawiającego trenera Leo Beenhakkera z odciętymi głowami trenera Niemiec Joachima Löwa i piłkarza Michaela Ballacka.

Superexpress.pl i Se.pl, czyli Super Express w wersji internetowej jest jedną z pierwszych witryn gazet w Polsce (istnieje od 1995 roku). Strony internetowe umożliwiają wyszukanie treści opublikowanych od roku 1995.

W maju 2008 roku wydawca oddał do użytku nową wersję serwisu se.pl. Od tej pory jest to nie tylko witryna dziennika, ale równiez portal informacyjno-rozrywkowy. Dane Gemius Traffic, luty 2009: miesięczna liczba unikalnych użytkowników - 899 311, miesięczna liczba odsłon - 5 994 369. Redaktorem naczelnym portalu jest Agnieszka Starewicz-Jaworska.

Nakład gazety sięga 307 000 egzemplarzy, a dzienna sprzedaż- 184 000. Właścicielem dziennika jest spółka Murator S.A.. Do lipca 2007 redaktorem naczelnym dziennika był Tomasz Lachowicz. Na tym stanowisku zastąpił go (p.o. red. nacz.) Stanisław Drozdowski. Po Drozdowskim redakcją kieruje Sławomir Jastrzębowski.

Pod koniec września 2006 r. "Super Express" przegrał proces z Edytą Górniak o ochronę dóbr osobistych.

12 października 2007 roku, na rynku ukazał się 5000 numer dziennika.

Redaktorzy naczelni:

Kolejni redaktorzy naczelni "Super Expressu":
Grzegorz Lindenberg: 1991-1994
Urszula Surmacz-Imienińska: 1994-1996
Izabella Jabłońska: 1996-1998
Ewa Jarosławska: 1999-2003
Mariusz Ziomecki: 2003-2006
Tomasz Lachowicz: 2006-2007
p.o. red. nacz. Stanisław Drozdowski: 2007- 2007
Sławomir Jastrzębowski: 2007- dziś

 

Od 15 kwietnia 1996 ukazuje się wydanie Super Expressu dla Polonii amerykańskiej; jest to zarazem pierwsza zagraniczna edycja gazety ogólnopolskiej. Jej naczelnym jest od 2008 roku Adam Michejda, który wcześniej pełnił funkcję wicenaczelnego w polskiej redakcji gazety. Siedziba nowojorskiego oddziału mieści się na Manhattanie, na ulicy John Street, niedaleko WTC. Wydawcą pisma jest Super Express USA a Prezesem Beata Pierzchała.

Od września 2010 Super Express ukazuje się rownież w Chicago.

 

 

 

 

 

 

 


8 maja 2004 roku "Super Express" na swojej okładce umieścił zdjęcie martwego ciała Waldemara Milewicza, zrobionego przez francuskiego fotoreportera. Publikacja zdjęcia wstrząsnęła środowisko dziennikarskie, czego efektem były listy kierowane pod adresem redaktora naczelnego gazety.

Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich uważa opublikowanie przez sobotni "Super Express" zdjęć martwego Waldemara Milewicza za oburzające naruszenie zasad etyki dziennikarskiej i norm obyczajowych.

Sobotni "Super Express" zamieścił na pierwszej stronie duże zdjęcie przedstawiające w zbliżeniu zabitego w piątek w Iraku Waldemara Milewicza.

"Na rozpowszechnienie zdjęć pokazujących w zbliżeniu twarz dziennikarza - ofiary terrorystycznego zamachu pod Bagdadem zdecydowała się tylko jedna ogólnopolska gazeta, mimo interwencji prezesa TVP, by zrezygnowała z tego zamiaru" - napisano w oświadczeniu SDP.

Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich wezwało kolegów do zaprzestania "pogoni za sensacją, która czyni z nich dziennikarskie hieny".

Z oświadczenia wynika, że do SDP i Centrum Monitoringu Wolności Prasy dotarły protesty oburzonych tą publikacją czytelników "Super Expressu".
Wszystkie ogólnopolskie gazety w swych sobotnich wydaniach zamieściły na pierwszych stronach informacje o śmierci Waldemara Milewicza.

Oprócz "Super Expressu", jedynie "Rzeczpospolita" oraz "Nasz Dziennik" zdecydowały się opublikować zdjęcie, na którym widać m.in. ostrzelany samochód oraz głowę martwego dziennikarza. Zdjęcia te są jednak mniej drastyczne - Milewicz jest widoczny od tyłu i z daleka.
"Fakt" zamieścił zdjęcia żyjącego dziennikarza oraz przodu samochodu, którym jechali polscy dziennikarze, Milewicz nie jest na nim widoczny. "Gazeta Wyborcza" publikuje zdjęcie żyjącego Milewicza.

* * * * * * *

Dziennikarze są oburzeni publikacją na pierwszej stronie sobotniego "Super Expressu" szokującego zdjęcia ciała Waldemara Milewicza. Pod listem w tej sprawie podpisało się kilkudziesięciu dziennikarzy z różnych redakcji.

Oto treść listu dziennikarzy:

"My dziennikarze podpisani pod tym listem jesteśmy oburzeni publikacją "Super Expressu", który zamieścił, na pierwszej stronie, szokujące zdjęcie ciała naszego kolegi Waldemara Milewicza, zabitego przez zamachowców w Iraku.

Uważamy, że wykorzystywanie przez wszelkie media ludzkiej tragedii w celach marketingowych, promocyjnych czy politycznych jest obrzydliwe i poniżające, niegodne naszego zawodu.

Nikt z nas nie chce, by nasze, czy naszych kolegów pośmiertne zdjęcia, służyły komuś do podnoszenia nakładu pism i brutalnego zarabiania pieniędzy:
Wojciech Jagielski, Monika Olejnik, Jacek Żakowski, Hanna Smoktunowicz, Dorota Wellman, Szymon Majewski, Kamila Ceran, Jarosław Gugała, Piotr Radziszewski, Radosław Kietliński, Krzysztof Łapacz, Jan Mikruta, Jacek Czarnecki, Marcin Firlej, Robert Szegda, Mirosław Majeran, Jerzy Kamiński, Grzegorz Miecugow, Katarzyna Kolenda-Zaleska, Paweł Płuska, Małgorzata Łaszcz, Agnieszka Sopińska, Jolanta Pieńkowska, Lena Bretes, Tomasz Płuciennik, Dominika Długosz, Jarosław Kuś, Michał Adamczyk, Jarosław Oleś, Mariusz Rudnik, Bogdan Ulka, Joanna Wajda, Przemysław Orcholski".

Swój list przygotowali też pracownicy TVP:

"Jesteśmy wstrząśnięci umieszczeniem przez Was w dzisiejszym wydaniu (sobotnio-niedzielnym - red.) "Super Expressu" zdjęć zamordowanego w Iraku dziennikarza "Wiadomości" Waldemara Milewicza. Zdjęć tak okrutnych, że nie opublikowała ich żadna inna redakcja w Polsce. Nie rozumiemy, dlaczego to zrobiliście. Naszym zdaniem, to przejaw zwykłego cynizmu, by wykorzystać śmierć kolegi - dziennikarza do zdobycia popularności. Wobec takiego cynizmu jesteśmy bezradni. Tak, udało Wam się dzisiaj znaleźć w centrum zainteresowania. Jest nam za Was wstyd" - czytamy w liście.

Pod listem podpisały się: Wiadomości TVP1, Panorama TVP2, Kurier TVP3, Fakty TVN, TVN24, Informacje Polsatu, Dziennik TV4, Radiowa Trójka, Radio Zet.

Podpisani dziennikarze nie chcą ponadto, żeby ich czy kolegów "pośmiertne zdjęcia służyły komuś do podnoszenia nakładu pism i brutalnego zarabiania pieniędzy". Grzegorz Miecugow, dziennikarz TVN 24 powiedział w sobotę PAP, że jeżeli stoi za tym pan Ziomecki (redaktor naczelny "Super Expressu") to dla niego "absolutnie stracił twarz".

"Mam ochotę przeprosić w jego imieniu wszystkich czytelników, bo myślę że komunikat, jaki poszedł w tym wypadku jest taki, że dziennikarze to straszne sukinkoty, a nie wszyscy są tacy" - oświadczył. "Żal mi kolegów, którzy pracują w tej gazecie" - dodał. Redaktor naczelny "Faktu" Grzegorz Jankowski powiedział PAP, że Waldemar Milewicz był ważną, szanowaną i lubianą w Polsce postacią, jedną z osób bardzo wiarygodnych, szczególnie dla telewizji publicznej.

Według niego "Fakt" nie zdecydował się na opublikowanie drastycznego zdjęcia przedstawiającego twarz zabitego dziennikarza, ze względu na szacunek dla samej osoby Milewicza, dla jego rodziny i dla czytelników. "W takich wypadkach, a jest to wypadek nadzwyczajny, nie chcieliśmy epatować zdjęciem znanej i powszechnie lubianej osoby, to nie jest w naszym stylu" - oświadczył Jankowski. "Nie chcieliśmy tego robić również ze względu na nie tworzenie atmosfery sensacji" - dodał. Podkreślił, że "Fakt" nie "walczy za wszelką cenę o zysk i sprzedaż". Radosław Kietliński, dziennikarz Polsatu, który niedawno wrócił z Iraku, powiedział PAP, że "tego typu żenady nie da się usprawiedliwić".

"Jeżeli Bóg chce kogoś ukarać, to odbiera mu rozum, a pana Ziomeckiego ukarał surowo" - powiedział. Podkreślił jednocześnie, że była to zapewne decyzja nie tylko Ziomeckiego, ale całej redakcji "SE". Komentarz Kietlińskiego dotyczący sytuacji w Iraku jest zamieszczony w sobotnim "Super Expressie" obok zdjęcia Waldemara Milewicza.

"Jest mi wstyd, że znalazł się obok tego zdjęcia" - powiedział Kietliński

A co na to Redaktor Naczelny gazety "Super Express"?

- W sobotę opublikowaliśmy zdjęcia zrobione tuż po zamachu na ekipę TVP, w którym zginęli Waldemar Milewicz i Mounir Bouamrane. Pokazaliśmy je, nie po to by epatować sensacją, ani też nie po to, by "Super Express" znalazł się w centrum uwagi.

Te zdjęcia wstrząsnęły nami, poruszyły nas bardzo głęboko. Decyzja o ich publikacji była jedną z najtrudniejszych w historii naszej gazety. Jesteśmy przekonani, że to słuszna decyzja, że nie wolno nam było postąpić inaczej.

Waldemar Milewicz - korespondent wojenny, w swojej pracy dążył do pokazania prawdy. Tragicznej prawdy o konfliktach i wojnach, które dla nas relacjonował. W imię tej samej zasady opublikowaliśmy zdjęcia z zamachu, w którym zginął. Uważamy, że nasi Czytelnicy mają takie samo prawo, jak my, dziennikarze, do poznania całej prawdy, bez upiększeń czy niedomówień.

Media, które dziś tak ostro krytykują "Super Express" wielokrotnie publikowały obrazy bardziej drastyczne, epatujące krwią i okrucieństwem. Były to zdjęcia anonimowych ofiar wojen, zbrodni, mordów. Nikt wówczas nie kwestionował prawa do ich publikacji. Zachowanie kolegów, którzy dziś zarzucają nam naruszenie zasad etyki, ponieważ ofiarami są dziennikarze, niebezpiecznie graniczy z hipokryzją - napisał Mariusz Ziomecki Redaktor Naczelny "Super Expressu".

PIERWSZY TWÓRCA "Super Expressu" W LIŚCIE OTWARTYM DO NACZELNEGO

Ostatni o gazecie "Super Express" głośno jest z dwóch powodów: zamieszczenia szokującego zdjęcia zabitego w Iraku Waldemara Milewicza oraz spadającej sprzedaży gazety. Wczoraj otwarty list do redaktora naczelnego "SE" Mariusza Ziomeckiego, wystosował twórca gazety - Grzegorz Lindenberg. List został również przesłany naszej redakcji. Oto jego treść:

- Piszę do ciebie, ponieważ nabrałem niezbitego przekonania, że pod Twoim kierownictwem gazeta, którą z ogromnym wysiłkiem stworzyłem i której poświęciłem kilka lat ciężkiej pracy, a której wiele osób oddało swoje umiejętności, zapał i nadzieje, schodzi na psy i znika z rynku. Do trzynastych urodzin jeszcze się doczołga. W czternaste wątpię.

Jest zasadnicza różnica pomiędzy gazetą popularną - jaką z "Super Expressu" starałem się zrobić - a brukowcem, jaki z tej gazety robisz Ty. Brukowiec żyje z cynicznego grania na emocjach czytelników, z wykorzystywania ich przerażenia, nienawiści, wścibstwa, seksualnego podniecenia, zawiści. Im lepiej trafia w uprzedzenia i resentymenty, im bardziej czytelników ogłupia i szokuje, tym lepiej się, podobno, sprzedaje. Robienie takiej gazety wymaga bezczelności, pomysłowości i braku skrupułów. Nie chciałem takiej gazety robić, bo byłem - i nadal jestem - przekonany, że dziennikarstwo różni się od sprzedawania polukrowanego gówna jako czekolady.

Starałem się stworzyć gazetę, której czytelnicy nie musieliby wstydzić się tego, że ją trzymają w ręce, a pracujący w niej wstydzić się, że w niej pracują, chociaż nie pracują w "Rzeczpospolitej". Można, bowiem robić gazetę dla ludzi, popularną. Informacyjno-rozrywkową, która jest przyzwoita. Nie wiem, co sądzą czytelnicy, ale jeśli chodzi o pracowników "Super Expressu", to myślę, że skutecznie udało Ci się ich przekonać, że określenie "szmatławiec" dobrze pasuje do gazety, w której pracują. I że nie są z tego dumni.

Oczywiście, popełniałem błędy. Ukazywały się teksty i zdjęcia, których pewnie dzisiaj bym nie zamieścił. Zdarzało się, że dziennikarze zmyślali albo koloryzowali wiadomości. Ale to były błędy albo oszustwa, a nie polityka redakcyjna.

Zdjęcia zabitego reportera to ostatnie, ale bynajmniej nie jedyne naruszenie zasad przyzwoitości ludzkiej i przyzwoitości dziennikarskiej. Takie działania w "Super Expressie" od roku stały się normą: zamieszczanie wiadomości zmyślonych samodzielnie albo przedrukowanych, wywoływanie lęku i nienawiści do Niemców, do Unii Europejskiej, nienawiści do polityków wszelkich partii, manipulowanie faktami i emocjami czytelników - nie będę podawał przykładów, ale obaj wiemy, jak wiele jest ich w każdym numerze. Wystarczająco dużo, żeby wiedzieć, że to nie przypadek, ale część Ttwojego planu radykalnej zmiany gazety. Dobrze, tylko co to ma wspólnego z dziennikarstwem, o którego właściwym uprawianiu pouczasz młodszych kolegów w książkach i felietonach?

Jeśli uznajesz, że jedyne, co się liczy, to wzrost sprzedaży, to znaczy, że przestałeś zajmować się dziennikarstwem. Na tej drodze nie ma barier i nie ma końca upadku. Jeszcze bardzo daleko nie zaszedłeś, jeszcze nie było o obrzydliwych gejach, o manipulujących wszystkim Żydach, o brudnych cudzoziemcach odbierających naszym pracę. Ale będzie. I dlaczego zmyślać tylko wiadomości? Dziś opublikowałeś zdjęcie zabitego reportera, jutro pokażesz zdjęcia z jego sekcji zwłok, pojutrze sfałszowane zdjęcia ("ktoś nadesłał do redakcji") nekrofilii. Czemu nie, krzywa rośnie.

Słyszałem w radiu, jak usprawiedliwiałeś decyzję o publikacji zdjęć martwego Waldemara Milewicza - chodziło ci rzekomo o to, żeby czytelnicy zrozumieli okropieństwo wojny. Kłamałeś. Po pierwsze, zdjęcia te nie pokazują żadnego okropieństwa, którego czytelnicy by nie znali, a wręcz przeciwnie - wydaje się z nich, że żadnej wojny nie ma, a zabity wygląda identyczne jak w każdej strzelaninie mafijnej. Po drugie, istnieje taka zasada, że nie pokazuje się twarzy zabitych, z uwagi na uczucia ich rodzin. Po trzecie, wykorzystałeś śmierć kolegi dla zarobienia pieniędzy.

Wielokrotnie tłumaczyłeś, że publikowanie w gazecie rozmaitych rzeczy, których przyzwoitość ludzka a rzetelność dziennikarska nie dopuszcza, jest konieczne dlatego, że "czytelnicy mają prawo wiedzieć". Uważam, że w takim razie mają prawo wiedzieć, ile wynosi Twoja pensja a przede wszystkim - jaką premię masz obiecaną za wzrost sprzedaży gazety. Wiem, że są tu sumy poważne. Na śmierci kolegi Super Express zarobi pewnie z 900 złotych. Ty masz szansę na znacznie więcej. Ile?

To, co robisz z "Super Expressem", jest nie tylko niemoralne i dziennikarsko nierzetelne. Jest też biznesowo bezsensowne. Nie wygrasz konkurencji z "Faktem" w robieniu głupiej, nierzetelnej i manipulacyjnej gazety. Oni mają za sobą gigantyczne pieniądze i 50 lat doświadczenia jednej z najobrzydliwszych gazet na świecie. Zawsze będą potrafili zrobić coś głupszego, bardziej chamskiego, bardziej obrzydliwego, lepiej zmyślonego. I będą mieli więcej kasy, żeby to wypromować.

A od Twojej - a kiedyś i mojej - gazety odwrócą się czytelnicy. I reklamodawcy. Już dziś gazeta jest głęboko deficytowa. Jeśli straci następne 10% dochodów, będzie w bardzo poważnych kłopotach. A jeśli straci 20%, zbankrutuje. Ty się do tego przyczyniasz.

Nie chodzi mi o pieniądze właścicieli, które im przepadną. Mam ich w nosie. Prezes firmy Bonnier tłumaczył mi kiedyś, że "Super Express" ma być gazetą popularną, ale taką, żeby jego ciotka mogła ją przeczytać bez wstydu i obrzydzenia. Albo się zmienił ten prezes, albo mu ciotka umarła. Jego problem. Mnie szkoda jest moich lat pracy i wysiłku, i wysiłku setek ludzi, którzy tą gazetę tworzyli.

Jeszcze nie zdążyłeś wszystkiego zmarnować, jeszcze są w redakcji dobrzy dziennikarze, którzy starają się przynieść prawdziwego newsa. Zostały Ci dwa wyjścia. Robić dalej to, co robisz i doprowadzić "Super Express" do bankructwa albo zrezygnować i dać gazecie szansę. Ma jej już bardzo niewiele. Z każdym następnym dniem Twojego kierowania, z każdym świństwem, które jej robisz, ma jej mniej - napisał w liście otwartym Grzegorz Lindenberg.


NACZELNY "S.E." ODPOWIADA

- Nie rozumiem ataków na nas. Opublikowane przez nas zdjęcia red. Milewicza nie należały do drastycznych. Były wyjątkowo spokojne - mówił Mariusz Ziomecki, szef Super Expressu w wywiadzie z Maciejem Rybińskim, gospodarzem poniedziałkowego programu TOK o'clock

Maciej Rybiński, TOK FM: SE wywołał dość poważne poruszenie, żeby nie powiedzieć skandal, opublikowaniem zdjęć zastrzelonego reportera telewizyjnego Waldemara Milewicza. Jak Ty się czujesz z powszechnym atakiem na Twoja gazetę i Ciebie?

- Ja mam taką dziwna moralną busolę w brzuchu. Jak popełnię błędną decyzje redagując gazetę wieczorem, to na drugi dzień rano ona daje znać. Tu nie dała. Tak długo póki ja sam siebie nie przekonam, że zrobiłem źle, to bardzo dobrze znoszę krytykę i chętnie polemizuję. To jest ten przypadek. Nie rozumiem kolegów, którzy nas atakują. Mamy do czynienia z kompletnie abberacyjną sytuacją.

Koledzy atakują Cię w imię przyzwoitości, pewnych zasad moralnych, które nakazują darzyć szacunkiem zmarłych i nie posługiwać się zwłokami do celów propagandowo-reklamowo-komercyjnych. Czy Uważasz, że naruszyłeś te zasady?

- Jeżeli się słucha tego co mówisz to można się złapać za głowę. Jeśli ktoś nie widział naszego artykułu, to może uznać, że popełniliśmy jakieś szalone wykroczenie. Każdy kto widział, to mam wrażenie, że nie podziela tych zastrzeżeń. Reakcja czytelników jest kompletnie inna niż kolegów z Wiadomości, Faktów i kilku redakcji mediów elektronicznych. Ja mam wrażenie, że mamy do czynienia z grupą dziennikarzy, która po raz pierwszy zetknęła się sytuacją, że ofiarą jest ktoś znajomy. Ale to jest problem ich doświadczenia i wyobraźni.

SE, jak wszystkie media, od czasu do czasu daje zdjęcia brutalne w swojej wymowie. Te zdjęcia zmarłego redaktora Milewicza nie należały do zdjęć drastycznych, są to zdjęcia wyjątkowo spokojne, szanujące godność jego śmierci. Z tego powodu uznaliśmy, że możemy je dać. (...)

Gdybym miał sto zdjęć to może bym wybrał inne. Mając jednak to zdjęcie miałem wrażenia, że mam przed sobą reportaż, którego on (Milewicz) nie zrobił. On tego reportażu nie zrealizował. Życie lub śmierć go zrealizowało. To także częściowo tłumaczy moją decyzję. Te zdjęcia, które przypadkowo zrobił ten francuski fotograf zamknęły jego dzieło, jakkolwiek nie brzmi to okrutnie i niesamowicie.

Słyszałem taka supozycję, że Twoja redakcja była przekonana, że konkurencyjny Fakt wydrukuje te zdjęcia i postanowiliście nie być gorsi?

- Oczywiście, że nie kierowaliśmy się tymi względami. Nie zaprzątaliśmy sobie głowy jak inni to zrobią. My staraliśmy się zrobić najlepszą okładkę, która w sposób najpełniejszy pokazuje emocjonalną prawdę o tej niesłychanej tragedii i dylemacie, w jakim znalazła się Polska.

Nie mówimy o uczuciach bliskich, którzy mogli poczuć się nieswojo, kiedy śmierć kogoś najbliższego stała się powszechnie dostępnym towarem...

- Nie tylko dziennikarze mają bliskich. Gdyby wzgląd na bliskich był decydujący to media nie opublikowały by żadnych takich zdjęć. Zamordowany wczoraj prezydent Czeczenii też ma pewnie wielu bliskich, a mimo to telewizje nie wahały się pokazać jego zdjęć.

Czy zrobiłbyś to co zrobiła telewizja CBS, czyli opublikował zdjęcia ubierającej księżnej Diany?

- Ciagle slysze pytania tego rodzaju Ja jestem, niestety, relatywista. Wszystko zależy od kontekstu od sytuacji od wydarzenia, od zdjęcia, od dnia, od tego jaki jest news.


Kolejne naruszenie etyki dziennikarskie przez "Super Express" (Murator SA) nastąpiło 10 stycznia 2012 roku. Zamieszczono wtedy na pierwszej stronie zdjęcie prokuratora płk. Mikołaja Przybyła, który po próbie samobójstwa leży na podłodze w kałuży krwi. Od fotografii tej odcinało się PAP Foto, z którego serwisu gazeta korzystała, relacjonując zdarzenie.

"Super Express" opisując to, co wydarzyło się w poniedziałek w poznańskiej prokuraturze wojskowej podczas konferencji prasowej, zamieścił nie tylko zdjęcie postrzelonego prokuratora, ale też fotomontaż z jego wizerunkiem będący rekonstrukcją chwili, w której pociągnął on za spust, strzelając sobie w twarz.

"Albo jesteśmy dziennikarzami, albo cenzorami. Albo będziemy pokazywać ludziom życie, albo firanki. Taki obraz poniedziałkowych wydarzeń widzieli dziennikarze, dlatego my pokazaliśmy go naszym czytelnikom" Tak bronił swojej decyzji redaktor naczelny "SE" Sławomir Jastrzębowski.