Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!
       

Emil Haecker i Jan Matyasik – redaktorzy antagonistycznych dzienników krakowskich

W okresie Drugiej Rzeczypospolitej ukazywało się w Krakowie ponad 20 dzienników. Pięć z nich to pisma długotrwałe, odgrywające główną rolę pośród prasy codziennej miasta

Duży wpływ na ich oblicze formalne i treściowe, w tym programowe, wywierali redaktorzy naczelni. Najbardziej poczytny z nich to ogólnoinformacyjny "Ilustrowany Kurier Codzienny" (1910– –1939), popularny "Ikac", którego wydawcą i redaktorem naczelnym był Marian Dąbrowski, właściciel wielkiego koncernu zwanego "Pałacem Prasy". Pozostałe cztery to pisma informacyjno–polityczne. Najstarszym dziennikiem krakowskim, konserwatywnym "Czasem" kierował prezes Syndykatu Dziennikarzy Krakowskich, wiceprezes Zarządu Głównego Związku Dziennikarzy RP i wiceprezes Międzynarodowej Federacji Dziennikarzy – Antoni Beaupré (w latach 1920–1937). Liberalno–demokratyczną "Nową Reformę" (1882–1928) redagował wespół z Konstantym Srokowskim związany z nią przez 34 lata, zasłużony dziennikarz – Michał Konopiński, zwany wówczas w środowisku dziennikarskim "Starym Konopą".

Siedziba koncernu, Pałac Prasy przy Wielopolu. Zdjęcie pochodzi z numeru jubileuszowego IKC, z grudnia 1935 r. ->

Kolejne dwa dzienniki i ich główni redaktorzy to bohaterowie niniejszego tekstu. Pierwszy to socjalistyczny "Naprzód" (1892–1939), drugi wówczas – po warszawskim "Robotniku" – organ Polskiej Partii Socjalistycznej. Jak stwierdził członek redakcji wiodącego pisma PPS, Wacław Czarnecki – "[…] młodszy brat dziś, ale starszy jeżeli chodzi o tradycje".

Drugi – to chadecki "Głos Narodu" (1893–1939), krakowski dziennik Polskiego Stronnictwa Chrześcijańskiej Demokracji, okresowo jej najważniejszy – obok katowickiej "Polonii" – organ prasowy.

W latach dwudziestych XX w. toczyły one ze sobą ciężkie boje. To najwięksi antagoniści na ówczesnym rynku prasowym "podwawelskiego grodu". "Naprzód" reprezentował część mniej zamożnych mieszkańców Krakowa: socjalistycznie zorientowanych robotników, głównie członków PPS i tzw. klasowych związków zawodowych oraz nieliczną lewicową inteligencję. "Głos Narodu" był natomiast wyrazicielem nie tylko krakowskich zwolenników chadecji (drobnomieszczaństwa czy części robotników), ale też endeckich wyborców Krakowa. Działo się tak dlatego, że endecja, poza krótkimi okresami, nie posiadała pod Wawelem własnego dziennika.

Redaktorem naczelnym "Naprzodu" w latach 1920–1934 pozostawał długoletni dziennikarz-publicysta, ale też polityk, historyk literatury i badacz dziejów socjalizmu – Emil Haecker (1875–1934). Był pochodzenia żydowskiego, a jego pierwotne nazwisko brzmiało Samuel Haker. Wychowywał się w katolickiej rodzinie emerytowanego konduktora pocztowego, co miało w przyszłości swoje reperkusje. Działalność socjalistyczną rozpoczął już w wieku 17 lat, kiedy to wstąpił na Wydział Filozoficzny UJ. W roku następnym relegowano go jednak z uczelni. Zajął się działalnością polityczną w Polskiej Partii Socjalno-Demokratycznej Galicji i Śląska, zasiadając później w jej władzach, oraz współredagowaniem najpierw dwutygodniowego a następnie tygodniowego "Naprzodu". Od 1900 r. aż do wybuchu I wojny światowej pełnił faktycznie rolę jego redaktora naczelnego, za co słusznie – pismo bowiem ukazywało się już codziennie – nazwał go Jerzy Myśliński "architektem pierwszego polskiego dziennika socjalistycznego".

Do "Naprzodu" powrócił jako redaktor naczelny z początkiem 1920 r.; stając się również jego wydawcą w latach 1923–1933. Brał istotny udział w życiu politycznym Krakowa jako referent prasowy Okręgowego Komitetu Robotniczego PPS Kraków, stały jego członek i czołowy działacz. Aktywnie uczestniczył w działalności kulturalno–oświatowej socjalistów. Był współautorem programu zjednoczonej partii. Niektórzy jej czołowi działacze atakowali go niekiedy za – ich zdaniem – zbyt daleko idące kompromisy z burżuazją, co stanowiło przeszkodę w wejściu do naczelnych władz. Nie był nigdy posłem, chociaż ubiegał się o tę godność w 1922 i 1928 r. Już po śmierci Haeckera pojawiły się opinie, wyrażane m. in. przez czołowego ideologa PPS, Kazimierza Czapińskiego a jednocześnie dawnego redaktora "Naprzodu", że "był niedoceniany w naszych szeregach".

Haecker, aktywny członek krakowskiej Rady Miejskiej i zarządu Syndykatu Dziennikarzy Krakowskich, zaznaczył się też jako historyk socjalizmu. Opublikował m. in. zarys syntetyczny pt. Historia socjalizmu w Galicji i na Śląsku Cieszyńskim, t. 1: 1846–1882 (Kraków 1933), oparty na nieznanym uprzednio materiale źródłowym. Był autorem wielu artykułów, drukowanych głównie w "Naprzodzie", poświęconych przeszłości ruchu socjalistycznego. Pasjonował się teatrem i literaturą, o których często pisał na łamach redagowanego przez siebie dziennika, ale też w odrębnych publikacjach (np. o Juliuszu Słowackim w 1927 r.). Jako głównego recenzenta teatralnego "Naprzodu" ceniono go w Krakowie. Prowadził stały dział "Z teatru", popierając w nim sztuki polskich autorów. Antoni Waśkowski wspomina, że: "Haecker zwrócił na siebie uwagę jako […] teatrolog i wybitny znawca teatru. Recenzje Haeckera miały swój ciężar gatunkowy na giełdzie krytyków teatralnych i były chętnie czytane przez wszystkie sfery". W innej stałej rubryce, "Przegląd Literacki", propagował lewicowo zorientowanych młodych poetów, historyków i znawców kultury. Był wśród nich dobrze widziany, bo w redakcji przy ul. Dunajewskiego 5, gdzie mieścił się wówczas "Naprzód", przyjmował do kroniki liczne komunikaty o ich występach. Zamieścił też sporo szkiców literackich. Wartość recenzji i tekstów o tematyce historycznoliterackiej drukowanych w powyższej rubryce była różnorodnie oceniana. Krytycznie jego wiedzę z zakresu teorii i historii literatury oceniał m. in. Jalu Kurek. Haecker zamieszczał także własne, satyryczne wierszyki polityczne w rubryce "Hocki – Klocki". Poza tym publikował artykuły wstępne i polemiczne, przedstawiając stanowisko dziennika wobec kontrowersyjnych wydarzeń politycznych oraz wypowiadał się w podstawowych kwestiach programowych pisma. Teksty z zakresu literatury i teatru zwykle podpisywał, w przeciwieństwie do artykułów o tematyce politycznej, np. tzw. "wstępniaków". To dzięki E. Haeckerowi "Naprzód" poświęcał tak dużo uwagi wszechstronnie ujmowanej problematyce kulturalnej.

Pod jego redakcją "Naprzód" był pismem pryncypialnym, unikającym tanich sensacji, redagowanym w sposób tradycyjny, z obowiązkowym artykułem wstępnym. W życiu codziennym układny i koleżeński, w publicystyce zapalczywy i zawzięty. Charakteryzowała się ona namiętnością i brutalnością słowa, bezkompromisowością i inwencją w zwalczaniu politycznych przeciwników. Za przykład może posłużyć artykuł napisany bezpośrednio po przewrocie majowym, poddający pod osąd publiczny obalony rząd. Stwierdzał on m.in.: "Pod sąd zdrajców i złodziei: Witosa i Kiernika, Korfantego i Kucharskiego, Smólskiego i Malczewskiego, Rozwadowskiego i Zagórskiego! Za swe łzy i za swą krew – lud żąda zadośćuczynienia. Za nędzę i poniewierkę, za brak chleba, za kule armatnie i bomby z samolotów niech winowajcy odpowiedzą przed sądem". Klub Parlamentarny PSL–Piast zaskarżył "Naprzód" do ministra sprawiedliwości o nawoływanie do samosądu nad byłym premierem Wincentym Witosem w artykule Haeckera zatytułowanym Witosa pod sąd. Ówczesny bliski współpracownik "Naprzodu", Zygmunt Gross, po latach, w swoich wspomnieniach podkreślał jego cięte pióro "[…] gdy ponosił go gniew (był nerwowej konstrukcji), lub też poddawał się nastrojom, był niedościgniony w pomysłach, niby piła o zębach naostrzonych, atakował na prawo i lewo, zdawało się wówczas, że inwencja jego jest niewyczerpana". E. Haecker to wierny kontynuator krzykliwego, bojowego, stylu zwanego "naprzodowym", jaki przy jego pomocy wypracował Ignacy Daszyński jeszcze u schyłku XIX wieku. Sam oceniał swoją publicystykę jako tendencyjną, ale nie oszczerczą, co wytykał "Głosowi Narodu". O tendencyjności w praktyce prasowej pisał: "Tendencja może znaleźć swój wyraz w sposobie podania faktów, w ich omówieniu, ale nie w ordynarnym okłamywaniu publiczności za pomocą zmyślania wydarzeń". Przez 10 lat po odzyskaniu przez Polskę niepodległości Haecker był gorącym zwolennikiem marszałka Józefa Piłsudskiego, co miało decydujący wpływ na oblicze polityczne "Naprzodu". W stosunku do rządzącej sanacji redaktor pisma długo lansował rozwiązania kompromisowe i współpracę. W związku z tym w redakcji dziennika doszło do ostrych sporów. Dopiero od r. 1929 stawał się coraz bardziej otwartym przeciwnikiem polityki sanacji a później i marszałka, aby w latach trzydziestych podjąć z nimi bezkompromisową, nieprzebierającą w środkach walkę.

Pod kierownictwem Haeckera "Naprzód", będąc pismem ostro zwalczającym przeciwników i prezentując jednocześnie umiarkowane poglądy w łonie lewicy, świetnie "wyczuwał" atmosferę "starego Krakowa", symbiozy różnych kierunków politycznych. Jego redaktor naczelny to uczestnik częstych spotkań przy okrągłym stoliku – w ostatniej sali kawiarni Grand Hotelu przy ul. Sławkowskiej, gdzie siadywał razem z Antonim Beaupre z "Czasu", Konstantym Srokowskim z "Nowej Reformy" i Marianem Dąbrowskim lub Ludwikiem Rublem z "Ilustrowanego Kuriera Codziennego". Dyskutowano tam o polityce i – jak podaje ówczesny pracownik redakcji krakowskich pism endeckich, Klaudiusz Hrabyk – "[…] utrzymywała się powszechna opinia, że podczas tych spotkań krakowskim targiem regulowano różne sprawy co najmniej lokalne a bywało, że i krajowe". Za przyczyną Haeckera "Naprzód" stał się jednym z nielicznych pism socjalistycznych, na którego łamach możliwe było zamieszczanie rzeczowych acz krytycznych polemik z redaktorem naczelnym jezuickiego "Przeglądu Powszechnego", ks. Janem Urbanem, czy wykazywanie wartości i wpływu pierwotnego chrześcijaństwa na powstanie i rozwój idei socjalistycznych oraz popieranie postulatu godzenia socjalizmu i katolicyzmu. Wywoływało to ożywioną dyskusję w partii a nawet w redakcji.

Ostatecznie w r. 1923 E. Haecker przeszedł na wyznanie rzymsko–katolickie, co wywołało zaciekłe ataki ze strony przedstawicieli endecji. Szczególnie ostro, z pozycji antysemickich, zareagował na łamach endeckiej "Myśli Narodowej" jego "etatowy" krytyk warszawski, wzięty felietonista i pamflecista, Adolf Nowaczyński (notabene współpracownik "Naprzodu" jeszcze z początku XX wieku). Stwierdził on, że to "[…] szwindel i podstęp germańskiego, integralnego, maksymalnego, skondensowanego i kwintesencjonalnego Żyda!!". W latach 1922– –1923 A. Nowaczyński obarczał Haeckera winą za krwawe wydarzenia krakowskie z 6 listopada 1923 r., wypominając mu pisanie peanów na cześć Włodzimierza Lenina i przeciwstawianie się przywódcom własnej partii. W swoich wywodach nie szczędził inwektyw (np. w artykule Szajgec papista). Haecker nie polemizował z nim w "Naprzodzie", wypowiadając się na łamach warszawskiej, pepesowskiej "Trybuny" – że "[…] ton paszkwilowy reprezentowany przez Adolfa Nowaczyńskiego świadczy o młodszości politycznego rozwoju Warszawy".

Po 1930 r. "Naprzód" pozostał już jedynym opozycyjnym dziennikiem w Krakowie ostro zwalczającym władze sanacyjne. Przynosiło to dotkliwe represje i coraz gorszą kondycję finansową pisma. Nie brakowało też rozbieżności między Haeckerem a władzami PPS. Popadł on także w konflikt z radykalną, krakowską młodzieżą socjalistyczną. To wszystko spowodowało, że zachowując dotychczasowy tytuł, "Naprzód" z dniem 1 października 1934 r. stał się mutacją stołecznego "Robotnika". Emil Haecker nie wyobrażał sobie życia bez samodzielnego "Naprzodu", więc powyższe wydarzenia odbiły się na jego zdrowiu. Ten najbardziej profesjonalny dziennikarz spośród redagujących wówczas prasę socjalistyczną zmarł na atak serca 8 grudnia 1934 r. w wieku 59 lat.

Niemniej wielowymiarową, kontrowersyjną acz zasłużoną postacią dla dziennikarstwa krakowskiego był Jan Matyasik (1887–1949), redaktor naczelny "Głosu Narodu" w latach 1921–1931. Jesienią 1907 r. zapisał się na Wydział Prawa UJ. Jako student rozpoczął praktykę dziennikarską w redakcji "Głosu Narodu". Z końcem 1909 r. został wysłany do Wiednia w charakterze jego korespondenta. Tu kontynuował studia prawnicze. Po powrocie, w 1912 r. został sekretarzem redakcji i przez okres dwóch lat podpisywał dziennik jako wydawca i redaktor odpowiedzialny. Będąc współpracownikiem tygodnika "Głos Ludu" podpisywał go jako wydawca w latach 1911–1912. Bezimiennie wyszła jego broszura Polski charakter Krakowa ginie (odbitka z "Głosu Narodu" 1914 r.).

W 1915 r. został wcielony do wojska austriackiego, a w 1916 r. dostał się do niewoli rosyjskiej. Do kraju wrócił w grudniu 1919 r. Swe wspomnienia wojenne spisał w artykule Z murmańskiej odysei ("Głos Narodu" 1921).

W połowie marca 1921 r. objął stanowisko redaktora naczelnego i odpowiedzialnego "Głosu Narodu". Wstąpił do chrześcijańskiej demokracji. Został też wybrany do zarządu Syndykatu Dziennikarzy Krakowskich. Organizacja ta jednak w listopadzie 1923 r. przeżyła kryzys i rozłam. Jego bezpośrednią przyczyną stał się artykuł w "Naprzodzie" gloryfikujący robotników walczących z wojskiem (Krwawy wtorek w Krakowie). Cała prasa krakowska nie kryła swojego oburzenia. Na walnym zebraniu SDK postawiono wniosek o wykluczenie z organizacji całej redakcji "Naprzodu". W dyskusji zdecydowana większość ostro skrytykowała artykuł, ale także posługiwanie się tragicznymi wydarzeniami dla wąsko pojętych interesów partyjnych, co było skierowane przeciwko "Głosowi Narodu" i endeckiemu "Gońcowi Krakowskiemu". Wniosek o wykluczenie jednak odrzucono. Wkrótce, m. in. członkowie redakcji "Głosu Narodu" z J. Matyasikiem na czele, wystąpili z Syndykatu. Rozłamowcy utworzyli Związek Dziennikarzy Polskich, którego członkiem mógł zostać jedynie Polak i chrześcijanin. J. Matyasik wszedł w skład zarządu, pełniąc później stanowisko wiceprezesa.

Tak jak redaktorzy "IKC", "Naprzodu", "Czasu" i "Nowej Reformy" posiadali swój stolik w kawiarni Grand Hotelu, tak znajdował się tam również stolik "endecki", przy którym – jak wspomina bywały wówczas w endeckich sferach K. Hrabyk – "[…] codziennie w południe zasiadała krakowska starszyzna partii, wspierana sympatykami, wymieniając poglądy i ustalając różne sprawy". Częstym gościem był tam również redaktor naczelny "Głosu Narodu", jako zwolennik ścisłego współdziałania chadecji z endecją. Poza krótkimi okresami ta ostatnia nie posiadała w Krakowie własnego dziennika. Stąd prowadzony przez Matyasika "Głos Narodu" reprezentował na rynku prasowym Krakowa także wszystkich narodowo-demokratycznie zorientowanych jego mieszkańców. K. Hrabyk z pewną przesadą stwierdza, że "Matyasik politycznie był rzeczywiście skrajnym, nietolerancyjnym endekiem i za takiego uważano go w naszych kołach, poufnie nie kryjąc zadowolenia, że posiadamy tego rodzaju wtyczkę w organie krakowskiego metropolity. Niemała też była rozpacz w krakowskiej endecji, gdy Matyasika zwolniono wreszcie z redakcji krakowskich chadeków". Z określeniem "skrajny, nietolerancyjny endek", kłóci się w pewnym stopniu opinia innego pamiętnikarza i dziennikarza krakowskiego, Witolda Zechentera. Zauważa on, że "Głos Narodu" był pismem chadeckim, prawicowym, w walce politycznej stosującym często "chwyty poniżej pasa", zwłaszcza wobec lewicy. I w takim to piśmie, dzięki Matyasikowi, uwiła sobie gniazdko młoda literatura krakowska, która przecież – z bardzo małymi wyjątkami – grawitowała z pewnością bardziej ku lewicy niż prawicy, a w każdym razie nie miała nic wspólnego z nietolerancyjną polityką chadecką, jakiej pismo oficjalnie służyło. Jak to było możliwe? Bo dziwny to zaiste był redaktor ten Jan Matyasik, po prostu zakochany w poezji. […] Przez łamy «Głosu Narodu» przeszli w latach, gdy redagował go Matyasik – wszyscy młodzi poeci Krakowa, nawet wybitnie lewicowi, nawet pochodzenia żydowskiego". Dalej wyraża przekonanie, że "[…] taka symbioza chadeckiej polityki i prawie rewolucyjnych wierszy, artykułów o akcentach wybitnie antyżydowskich i utworów literackich, podpisanych przez literatów – Żydów, była możliwa dzięki niezapomnianemu redaktorowi naczelnemu «Głosu Narodu» Janowi Matyasikowi". Dla porównania: w haeckerowskim "Naprzodzie" pojawiała się poezja i inne utwory literackie tylko autorów wyznających lewicowe poglądy, a ich treść była zawsze zgodna z programem społeczno–politycznym socjalistycznego dziennika.

Kierowanemu przez siebie pismu Jan Matyasik nadał bojowy ton. Jak wspomina, nie bez dozy emocji i szczypty przesady K. Hrabyk – "Matyasik jednym tchem nienawidził namiętnie Piłsudskiego, Żydów, komunistów, socjalistów, konserwę i «Ikaca»". Z takimi poglądami i preferencjami oczywiście nie mogło być zgody z "Naprzodem", a nawet spokojnych polemik. Natomiast inny pamiętnikarz, znakomity poeta Jalu Kurek, za czasów Matyasika członek redakcji chadeckiego dziennika, stwierdza: "Pisywał co dzień artykuły wstępne, improwizując je w ciągu pół godziny, po przyjęciu wieczorem do redakcji w ostatniej chwili przed zamknięciem numeru. Styl jego pod względem odwagi i nieprzejednania porównywano z piórem Cata-Mackiewicza w «Słowie» wileńskim. Był celem ataków oficjalnego reżymu jako zdecydowany opozycjonista". A stało się to (i trwało do 1930 r.) w czasie przewrotu majowego, kiedy uczynił swój dziennik organem konsekwentnej opozycji (jako przykład mogą posłużyć np. artykuły – Sędziami będziemy my, gdzie jednoznacznie potępił zamach Piłsudskiego, czy Piłsudski? Nie! Nie! Nie!, uzasadniając, dlaczego nie należy głosować na marszałka jako prezydenta RP). Licznych artykułów wstępnych nie podpisywał aż do przewrotu majowego, kiedy swoją sygnaturą całą odpowiedzialność wziął na siebie. Charakteryzowały się one pasją i precyzją słowa, bezkompromisowością i opozycyjną postawą wobec rządzącego "obozu sanacyjnego". Doprowadziło to do represji ze strony władz w stosunku do redaktora "Głosu Narodu". 15 listopada 1926 r. zajęto tymczasowy nakład dziennika, a 16 listopada skazano Matyasika administracyjnie na 1000 zł grzywny lub 10 dni aresztu. Wskutek represji wzrosła popularność pisma. Rada Nadzorcza "Głosu Narodu" wyraziła Matyasikowi pełne zaufanie i uznanie, do czego przyczynił się również zarząd klubu sejmowego chadecji. Za przegrane przez chadecję wybory sejmowe w Krakowie w marcu 1928 r. odpowiedzialnością obarczono m. in. Matyasika. Udzielono mu dwumiesięcznego urlopu na wyjazd za granicę. Przestał podpisywać dziennik jako redaktor odpowiedzialny. Nadsyłał korespondencje z Genewy. Do redakcji wrócił w lipcu 1928 r., nie zmieniając swojej bezkompromisowości i opozycyjnej postawy wobec rządzącego Polską obozu marszałka Piłsudskiego.

Wybrany przewodniczącym krakowskiego koła Związku Polskiej Inteligencji Katolickiej, wszedł do komitetu głównego i prezydium międzynarodowego kongresu prasy katolickiej w Brukseli (wrzesień 1930 r.) jako drugi przedstawiciel Polski. Porozumienie wyborcze Chrześcijańskiej Demokracji i Stronnictwa Narodowego wysunęło go na czołowego kandydata wspólnej listy do Sejmu w okręgach m. Kraków i Tarnów w listopadzie 1930 r. Powtórna przegrana chadecji w wyborach spowodowała pod wpływem nacisków rezygnację z kierownictwa "Głosu Narodu" w marcu 1931 r. Wyjechał wtedy do Paryża. Pisał stamtąd korespondencje. Definitywnie opuścił redakcję 28 maja 1931 r. Później kierował redakcją endeckiego "Kuriera Lwowskiego" i związał się na trwałe z endecją. W 1937 r. został naczelnym redaktorem lwowskiego "Słowa Narodowego". Podczas wojny przebywał w obozach koncentracyjnych, m. in. na Majdanku. Po wojnie redagował w Paryżu narodowo-demokratyczną "Placówkę" oraz był bliskim współpracownikiem "Myśli Polskiej" w Londynie. Zmarł nagle w Paryżu 24 grudnia 1949 r. Zgodnym chórem jemu współczesnych, dzisiejszych badaczy historii dziennikarstwa i pamiętnikarzy został zaliczony do wybitnych polskich publicystów okresu międzywojennego.

Dzienniki redagowane przez Emila Haeckera i Jana Matyasika w latach dwudziestych ubiegłego wieku stanowiły więc parę najostrzej zmagających się gazet krakowskich. "Głos Narodu" był najzacieklej zwalczanym a jednocześnie najczęściej goszczącym na łamach "Naprzodu" krakowskim pismem. Z łam socjalistycznego dziennika, w stosunku do Jana Matyasika "buchała" nienawiść.

Szczególna napastliwość "Naprzodu" z lat dwudziestych wynikała z kilku przyczyn. "Głos Narodu" prowadził z nim boje od początku swego powstania w 1893 r. Poza tym organ chadecki był po 1918 r. czołowym wyrazicielem opinii krakowskiego obozu narodowego, głównego, nieprzebierającego w środkach, zażartego przeciwnika politycznego PPS. Pretendował on do reprezentowania katolickiej i narodowej społeczności Krakowa. Stały konflikt spowodowany był również diametralnie odmiennymi poglądami na działalność marszałka J. Piłsudskiego, mniejszości narodowych, rolę Kościoła katolickiego czy rządy tzw. Chjeno-Piasta. Była to wzajemna prasowa walka, często niemająca wiele wspólnego z zasadami kultury politycznej. Każdy argument był dobry, by zdyskredytować przeciwnika. Największe nasilenie walki "Naprzodu" z krakowskim organem chadecji przypada na okres rządów Chjeno-Piasta (od maja do grudnia 1923 r.), w pierwszym półroczu 1924 r. (wokół tzw. procesu krakowskiego, toczącego się w związku z krwawymi wydarzeniami z 6 listopada 1923 r.) i w okresie przewrotu majowego aż do końca 1926 r.

"Naprzód", chcąc podważyć wiarygodność przeciwnika, zarzucał mu publikowanie kłamstw i fałszerstw, wprowadzanie w błąd opinii publicznej poprzez zmyślanie wydarzeń. Oceniając publicystykę "Głosu Narodu" z okresu przewrotu majowego, redakcja socjalistycznego pisma stwierdzała, m. in.: "W ten sposób i wydania nadzwyczajne «Głosu Narodu» – jedynego reprezentanta prasy ósemkowej w Krakowie trafiały niejednokrotnie do rąk osób, zwykle niemających sposobności stwierdzenia, jak bezceremonialnie kłamie prasa tego gatunku! Nie można tego tłumaczyć tendencją danego pisma". W dalszym ciągu wypowiedzi "Naprzód" podaje, według własnej oceny, przykłady mijania się z prawdą przez "Głos Narodu" (np. w artykułach – Etyka dziennikarska "Głosu Narodu" czy Odprawa kłamcom i obłudnikom klerykalnym). Redakcja organu PPS często wytykała pismu chadeckiemu postępowanie niezgodne z etyką chrześcijańską. Jej wywody w tej materii miały nierzadko posmak czystej demagogii (m. in. w artykule z 1928 r.: Biedny "Głos Narodu" ani do polityki ani do teologii. Ks. Piwowarczyk a mojżeszowa manna). Zdarzały się nawet spory ideologiczne. W 1929 r. na zapowiedź papieża Piusa XI o bliskim ogłoszeniu świętym Tomasza Morusa, "Naprzód" określił go jako socjalistę, starając się to uzasadnić w obszernym artykule. "Głos Narodu" odpowiedział mu artykułem pod ironicznym tytułem Święty "twórca socjalizmu". Niezwykłe odkrycie p. Haeckera. Szukając argumentów w sporze z dziennikiem chadeckim jego socjalistyczny adwersarz stwierdzał: "W polemice z nami co do protoplasty nowożytnego socjalizmu Tomasza Morusa, którego papież obecny chce ogłosić świętym, zapytuje ironicznie «Głos Narodu» czy pomiędzy twórców socjalizmu zaliczamy i różnych średniowiecznych sekciarzy, nie wykluczając Adamitów, którzy odrzucali własność prywatną i wprowadzali wspólność kobiet. I dodaje dowcipnie, że ze względu na «obciążoną hipotekę moralną» niektórych sekt, trudno je będzie włączyć do socjalistycznego kalendarza". W odpowiedzi redakcja "Naprzodu" ripostowała, że "[…] ci sekciarze chcieli nawrotu do pierwotnego chrześcijaństwa, a średniowieczni wysoko postawieni w hierarchii duchownej często mieli obciążoną hipotekę moralną" (w artykule pt. Adamici i Sodomici).

Redakcja krakowskiego organu socjalistycznego w celu "ostatecznego" pogrążenia "Głosu Narodu" poruszała najbardziej drażliwe tematy. Tak było np. w przypadku rezygnacji biskupa krakowskiego ks. Adama Sapiehy z patronatu nad pismem w 1923 r. W komentarzu szydzono: "Istnieje w Krakowie pismo, wprawdzie zadawnione, ale tak nieudarzone, że patronujący mu – ze względu na jego firmę klerykalną biskup Sapieha, w końcu uznał za właściwe opuścić je… Każdy rozumie, że chodzi tu o «Głos Narodu»". Krakowski organ socjalistyczny szczególnie atakował jednego z głównych przywódców chadecji w Polsce, Wojciecha Korfantego, ówczesnego posła m. Krakowa, który wykupił duże udziały w wydawnictwie "Głosu Narodu". Stąd pismo to było często z nim utożsamiane i zajadle atakowane. W 1923 r. redakcja dziennika z ul. Dunajewskiego 5 stwierdzała m. in., że "To organ niby chadecki a zupełnie nie informuje co się w chadecji dzieje […]. Nie wie też nic o miliardowych interesach, które z żydowskim finansistą Boselem doprowadzić chce do skutku p. Korfanty" (w artykule pt. Święty i nieświęty Wojciech).

"Głos Narodu" nie pozostawał dłużny i nie przebierał w środkach w zmaganiach z "Naprzodem" i socjalistami. Nazwał ich "PoPSujami", "PePejSachowcami", popierając wszelkie działania wymierzone przeciw PPS i jej krakowskiemu dziennikowi, określając go mianem "świstka socjalistycznego" a redakcję jako "żydki z «Naprzodu»". Zamieszczano plotki na temat antynarodowych działań socjalistów, szczególnie krakowskich. Zajadle krytykował ich w drugiej połowie 1923 r., w okresie sprawowania władzy przez rząd Chjeno-Piasta, oskarżając m.in. o spowodowanie krwawych wydarzeń krakowskich z 6 listopada tego roku. Nazwał ich "moralnymi sprawcami zbrodni". "Naprzód" zyskał miano "zbrodniarza" za opublikowanie artykułu Krwawy wtorek w Krakowie. Zwycięstwo proletariatu krakowskiego. Wypowiedź tę określił "Głos Narodu" jako skandaliczną, ale w Polsce odosobnioną, sławiącą "morderców żołnierza polskiego" (m.in. w artykułach: Rola PPS w krwawych wypadkach i Zbrodniarz się wije).

W okresie przewrotu majowego winę "za wzmożony ruch i dające się zauważyć podniecenie" w dniu 13 maja 1926 r. w Krakowie chadecka gazeta zrzuciła na nadzwyczajne wydanie "Naprzodu" "rozszerzające kłamliwe i bezpodstawne informacje". Widać więc, że oba pisma wzajemnie zarzucały sobie okłamywanie opinii publicznej. Na posądzenie o nadużycia finansowe W. Korfantego "Głos Narodu" odpowiedział opisem sposobu przejęcia większości kapitału Drukarni Ludowej przez Spółdzielnię Spożywców "Proletariat", przedstawiającym krakowską organizację PPS w niekorzystnym świetle (w artykule, pt. Nowy miliarder z 1923 r.).

Po 1930 r. wzajemna, nieprzejednana walka "Naprzodu" i "Głosu Narodu" ustąpiła spokojnej, rzeczowej rywalizacji a niekiedy gestom wzajemnego poparcia w krytyce sanacji. Socjalistyczny dziennik powoływał się na antyrządowe wypowiedzi swego niedawnego, zaciekłego adwersarza. W połowie 1931 r., donosząc o usunięciu z krakowskiej chadecji najbardziej zagorzałych przeciwników sprawującego władzę obozu, po raz pierwszy wypowiedział się w życzliwym tonie o swoim dawnym nieustępliwym antagoniście, w tym czasie już zwolnionym ze stanowiska redaktora naczelnego chadeckiego dziennika – Janie Matyasiku.

Pomimo rozbieżnej postawy politycznej i ostrych zmagań prowadzonych przez Haeckera i Matyasika dzienników, w biografiach obu redaktorów można znaleźć pewne podobieństwa. Pochodzili z zachodniej Małopolski i wcześnie zaczynali praktykę dziennikarską. Byli też związani ze swoimi dziennikami jeszcze w okresie galicyjskim, z przerwą na I wojnę światową. Dużą wagę, pomimo informacyjno–politycznego typu prasowego "Naprzodu" i "Głosu Narodu", przywiązywali do prezentowania tematyki kulturalnej i to na dość wysokim poziomie. Tyle, że E. Haecker szczególnie preferował teatr a J. Matyasik poezję. Mimo cechującej obu zajadłości politycznej, w swych dziennikach niejednokrotnie umieli się wznieść na wyżyny tolerancji wobec "inaczej myślących". To czołowe postaci ówczesnej, nie tylko krakowskiej publicystyki, ale też fachowego dziennikarstwa.

Alfred Toczek


źródło: http://www.wsp.krakow.pl/konspekt/21/toczek.html


Powrót do listy artykułów >>