Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!
       

Skreślona prawda, czyli dzieje cenzury w PRL

Wprowadzając nowy system polityczny i budując społeczeństwo, w którym miało nie być „wyzysku człowieka przez człowieka”, władza ludowa musiała czuwać by do obywateli nie dotarły informacje, które mogłyby ów proces zahamować.

Władze musiały zmienić historię i napisać ją na nowo według radzieckich wzorców. Należało też kontrolować obieg informacji w społeczeństwie. W tym celu powołano Główny Urząd Kontroli Prasy Publikacji i Widowisk zwany potocznie cenzurą.

„Czy nie ma nic przeciwko Związkowi Sowieckiemu i czy nie ma krytyki obywatela Bieruta?” - pytał zawsze przed wydaniem zgody na druk każdej gazety Jerzy Borejsza - szef pierwszej w Polsce Ludowej komórki cenzury powołanej przez Manifest PKWN. Manifest bowiem zakładał wolność słowa, ale z jednym zastrzeżeniem - nie mogła służyć "wrogom demokracji"...

Na wszelki wypadek sprawdzano też co ludzie myślą zupełnie prywatnie. Od października 1944 do maja 1945 r. pracownicy Wydziału Cenzury Cywilnej przejrzeli ok. 4,5 miliona listów.

Na wszelki wypadek, żeby "wrogowie" nie mieli zbyt łatwego dostępu do szerokich rzesz obywateli w styczniu 1945 r. Minister Bezpieczeństwa Publicznego Stanisław Radkiewicz wydał dekret o utworzeniu Centralnego Biura Kontroli Prasy. W lipcu 1946 r. przekształciło się je w Główny Urząd Kontroli Prasy Publikacji i Widowisk. Urząd ten pełnił swą społecznie odpowiedzialną funkcję aż do 11 kwietnia 1990 r., gdy cenzura został oficjalnie zniesiona.

350 cenzorów

Nie ma recepty, nie ma tabelki. To wszystko jest wypisane w sumieniu demokratycznym i naszym wspólnym wysiłkiem będziemy szukali rozwiązania co dzień, co godzinę - pouczał jak mają wykonywać swój zawód cenzorzy główny ideolog partii Jakub Berman. Cenzurze podlegały wszelkie informacje godzące w ustrój państwa polskiego oraz ujawnianie tajemnic państwowych, naruszanie stosunków międzynarodowych, naruszanie prawa lub dobrych obyczajów, wprowadzanie w błąd opinii publicznej. Dzięki tak sformułowanym przepisom można było w praktyce ocenzurować każdy tekst.

Pod koniec 1946 r. cenzurą zajmowało się 383 ludzi. Liczba ta okazała się wystarczająca także w latach późniejszych. W latach 70-tych i 80-tych nad „poprawnością przekonań Polaków czuwało 350 ludzi zatrudnionych w miastach powiatowych oraz w terenie. Oprócz nich pracowali tak zwani cenzorzy pozaetatowi wykorzystywani przez resort w zależności od potrzeb.

Cenzor kontrolujący książki na początku swej pracy czytał tekst i decydował czy w takiej postaci może on trafić do redakcji. Kolejny etap obejmował cenzurę pierwszych wydruków. Po ewentualnych poprawkach pracownik GUKPPiW zatwierdzał pozycję do druku. Wydanie zgody na druk nie oznaczało jednak końca cenzorskiej pracy. Wydrukowana książka podlegała kolejnej weryfikacji. Ostatnim etapem cenzury była kontrola książki w księgarniach już przez innych pracowników resortu. W przypadku stwierdzenia „poważnych błędów” cały nakład wycofywano z obiegu, a „winowajcę” karano. Nie były to jednak kary zbyt dotkliwe, przeważnie takiego pracownika przesuwano z kontroli tekstów trudniejszych do kontroli łatwiejszych. Cenzor nigdy nie kontaktował się osobiście z autorem. Wszelkie swoje uwagi przekazywał redaktorowi. Zawsze przekazywano je ustnie, nigdy pisemnie. Cenzorzy mogli też przeprowadzać szczegółową kontrolę zakładów poligraficznych.

Ideałem cenzora był "artysta" pióra, który potrafił „uszlachetnić” tekst jak najmniej w nim zmieniając. Owi „mistrzowie ołówka” osiągali swoje wyniki dzięki niewielkim zmianom tekstu, zmieniając sens poszczególnych zdań, poddając w wątpliwość niektóre stwierdzenia. Aby móc dobrze realizować swoje zadania pracownicy GUKPPiW przechodzili specjalne szkolenia, na których omawiano wydarzenia w kraju i na świecie, aktualną politykę partii.

Na indeksie

„Działalność wydawnicza” cenzorów nie ograniczała się tylko do poprawiania tekstów przeznaczonych do druku. Należało coś zrobić z książkami, które ukazały się przed powstaniem GUKPPiW. Właśnie z tego powodu powstał tajny „Wykaz książek podlegających niezwłocznemu wycofaniu 1 X 1951 r.”. Na owej czarnej liście znalazły się w sumie 2482 pozycje, w tym książki historyczne, powieści, literatura dziecięca. W rzeczywistości zakazanych książek było więcej, niż pozycji w wykazie, ponieważ często kilka publikacji danego autora umieszczano razem. Na cenzurowanym ze zrozumiałych względów znalazły się m.in. wszystkie utwory J. Piłsudskiego, R. Dmowskiego. Nakazano wycofać z bibliotek pozycje autorów emigracyjnych. Zakaz publikacji dzieł danego autora nie zawsze był bezwzględny. Nie wolno było czytać książek T. Dołęgi-Mostowicza z wyjątkiem „Kariery Nikodema Dyzmy”, „Znachora” i „Doktora Wilczura”. Dlaczego? Władza dopatrzyła się użytecznych treści, takich jak „pamflet na obóz piłsudczykowski”. Należało je tylko odpowiednio wyeksponować. Władzy nie spodobała się też twórczość L. M. Montgomery autorki wielu książek dla dzieci, ponieważ uznano je za nieprzydatne dla dzieci żyjących w socjalistycznym państwie.

Często cenzorzy poprawiający literaturę mimo woli stawali się „współautorami” tekstów. I tak w różnych wydaniach „Popiołu i diamentu” za sprawą twórczych cenzorów pojawiały się nowe szczegóły. „Uszlachetnianie” dzieł klasyków, tak aby niosły one nowe treści nie było niczym nadzwyczajnym. „Poprawiano” m.in. Mickiewicza i Słowackiego. Często zamierzony efekt udało się osiągnąć pisząc wstęp, w którym informowano czytelników „co autor chciał przez to powiedzieć”. Tak było m.in. w przypadku „Kariery Nikodema Dyzmy”.

Jak cenzorzy tworzyli historię ...alternatywną

Prawda historyczna musiała ustąpić miejsca „prawdzie” cenzorskiej. Historia najnowsza obfitowała w niewygodne dla władzy ludowej fakty, które musiały być „skorygowane” przez cenzorów.

Armia Radziecka wkroczyła na zachodnie ziemie ukraińskie i białoruskie ratując je przed groźbą okupacji hitlerowskiej - uczyły się dzieci z poprawionych podręczników na temat wkroczenia Armii czerwonej do Polski 17 września 1939 r. Zaś wstrzymanie ofensywy radzieckiej w momencie gdy w Warszawie trwało powstanie tłumaczono trudnościami z związanymi z dostarczeniem niezbędnych rezerw.

Ciekawostką jest fakt, że cenzorzy uczyli się historii „bez upiększeń” na podstawie zakazanego przez władze podręcznika Henryka Wereszyckiego. Chodziło o to, by wiedzieli co jest efektem ich „pracy”, a co prawdą.

Cenzura ingerowała w bieżące prace historyków.

Nie można było pisać o ruchach wojsk radzieckich przed VIII Plenum KC PZPR w październiku 1956 r., ani np. o strzałach, które padły do robotników protestujących na Wybrzeżu w grudniu 1970 r.

Największa cenzorska tajemnica

Spośród wszystkich „niewygodnych” tematów, których nie można było omawiać w naukowych publikacjach i na łamach prasy jeden budził najwięcej emocji i dlatego był najbardziej „utajniony” – kwestia katyńska. Już w sierpniu 1945 r. minister sprawiedliwości H. Świątkowski spotkał się z zastępcą ludowego komisarza spraw zagranicznych A. Wyszyńskim aby omówić wszelkie kwestie związane z tą sprawą. Polskie władze miały zorganizować proces uczestników „prowokacji katyńskiej”, czyli tych, którzy wiedzieli „za dużo” o Katyniu. 12 marca 1952 r. ukazała się tajna instrukcja dla pracowników V Departamentu MBP:

Osoby, którym udowodniono prowokacyjne szerzenie oszczerstw, kolportowanie broszur hitlerowskich i fałszowanie przez okupacyjne władze niemieckie dokumentów katyńskich [...] należy aresztować i pociągnąć do odpowiedzialności sądowej.

I rzeczywiście osoby, które odważyły się mówić prawdę o Katyniu, czyli według partyjnej nowomowy „uprawiały szeptaną propagandę”, trafiały do więzienia.

Cenzura bardzo dbała, by nawet cień podejrzeń nie padł na Związek Radziecki. W polskiej prasie dość rzadko ukazywały się teksty o zbrodni katyńskiej. W kalendarium drugiej wojny światowej drukowanym na łamach „Mówią Wieki” nie pojawiła się żadna wzmianka o Katyniu. W podręcznikach, książkach „historycznych” i gazetach rozpowszechniano oficjalną wersję akceptowaną przez władzę:

Przykładem antyradzieckiej propagandy może być osławiona sprawa katyńska. Niemcy nacierając na Moskwę zagarnęli w okolicach Smoleńska obóz internowanych oficerów polskich i wymordowali ich, następnie zaś usiłowali przerzucić odpowiedzialność za tę straszną zbrodnię na władze radzieckie. Reakcja polska chętnie podjęła tę prowokację niemiecką, poparła propagandę hitlerowską i doprowadziła do zerwania stosunków ze Związkiem Radzieckim. A działo się to wszystko w czasie, gdy Związek Radziecki toczył bohaterską walkę nie tylko we własnej obronie, lecz również o wyzwolenie wszystkich narodów, a więc i narodu polskiego. Do takiej podłości, do takiej szkodliwej dla narodu polskiego polityki stoczył się rząd londyński, rząd polskich bankierów i obszarników w swej nienawiści do państwa robotników i chłopów, do Związku Radzieckiego.

Władze utrzymywały, że wszystkiemu winny był Goebbels, który wpadł na „diabelski pomysł oskarżenia Rosji o tzw. Katyń”. Gomułka nazywał zbrodnię katyńską „codzienna pożywką reakcji”. Zmieniali się partyjni przywódcy, a Katyń nadal pozostawał tajemnicą, której strzegli cenzorzy. W styczniu 1975 r. ukazały się wytyczne „tylko do wiadomości cenzorów” dotyczące Katynia. Najważniejszy punkt tej instrukcji brzmiał:

Nie wolno dopuszczać jakichkolwiek prób obarczania ZSRR odpowiedzialnością za śmierć polskich oficerów w lasach katyńskich.

Następnie omówiono dokładnie jakie wyrażenia związane z tą kwestią mogą być dopuszczone do publicznej wiadomości, a jakie nie. Zakazano m.in. określenia „jeńcy wojenni” dopuszczano wyrażenie internowani. Pierwszy z tych zwrotów nieodparcie kojarzył się z agresją radziecką na Polskę, a ten temat również był „na cenzurowanym”. Określenie „internowani” miało świadczyć, że polscy żołnierze zostali zatrzymani przez władze radzieckie podczas ucieczki przed wojskami hitlerowskimi. Jeśli wypowiadano się o czasie mordu polskich oficerów, to według owej instrukcji jedyną dopuszczalną odpowiedzią był to okres po napaści hitlerowców na ZSRR. Dopiero w październiku 1992 r. rząd radziecki przyznał się, że mordu dokonali Rosjanie. Polska otrzymała kopię decyzji Biura Politycznego KC WKP(b) z 5 marca 1940 r. o zamordowaniu polskich jeńców wojennych.

cenzura na cenzurowanym

Ludzie żyjący w strachu, aby nie powiedzieć lub nie napisać czegoś co mogło by ściągnąć na nich kłopoty, wypracowali swoisty „sposoby” na cenzurę. Jednym z nich było przekazywanie zakazanych informacji swoistym kodem, czytelnym zarówno dla nadawcy, jak i odbiorcy. Podczas stanu wojennego rodziny internowanych bardzo często pisały w swych listach, że ich bliscy są od kilku miesięcy „nieobecni”, bądź, że „męża nie ma w domu od 13 12 81”.

Członkowie KOR-u, a później „Solidarności” podjęli czynną walkę z cenzurą drukując w państwowych drukarniach i na powielaczach biuletyny informacyjne, ulotki, apele wzywające społeczeństwo do oporu. Komitet Obrony Robotników domagał się zniesienia cenzury. Władza próbowała walczyć z tymi tendencjami likwidując nielegalne drukarnie i aresztując osoby przemycające tzw. „bibułę”. Podziemną prasę bardzo często drukowano nielegalnie w zakładach pracy, dlatego w przypadku aresztowania osoby prowadzący walkę z cenzurą były oskarżane o kradzież materiałów państwowych, bądź nielegalne wykorzystanie mienia państwowego. Surowe kary za podziemną prasę nie odstraszały jednak przedstawicieli opozycji. Pewna szansa na ograniczenie cenzury pojawiła się w latem 1981 r. Ustawa z 31 lipca 1981 r. dawała możliwość zaskarżenia decyzji cenzury do Naczelnego Sądu Administracyjnego. Wprowadzenie stanu wojennego i zastosowanie w związku z tym specjalnego ustawodawstwa przekreśliło te szansę. W czasie stanu wojennego „wojna na słowa” przybrała na sile.

Przeciwko cenzurze buntowali się też ludzie kultury, historycy. Nie sposób było legalnie walczyć z tym systemem dlatego też chcąc przełamać monopol informacyjny władz komunistycznych opozycja wydawała zakazane książki w tzw. „drugim obiegu”. Były to pozycje, które w Polsce nie miały szans na oficjalne wydanie. Z reguły były one wydawane za granicą, stamtąd zaś były przemycane do kraju i wydawane w podziemnych drukarniach. W 1979 r. wydawnictwo „NOWA” po raz pierwszy opublikowało „Zbrodnię katyńską w świetle dokumentów”, która cieszyła się wielką popularnością.. Podobnie było ze wspomnieniami gen. W. Andersa „Bez ostatniego rozdziału...”. Fakt, że nielegalne pozycje były drukowane i czytane świadczył o tym, że społeczeństwo ma już dość informacji serwowanych przez partyjną propagandę.

Monopol cenzury został przełamany, na razie w niewielkim stopniu jednak władzom nie udało się całkowicie zlikwidować podziemnych wydawnictw.


Rodzaje cenzury

Z punktu widzenia sposobów działalności cenzorskiej można wyróżnić następujące rodzaje cenzury:

instytucjonalna – w danym kraju istnieje specjalna instytucja, która zajmuje się kontrolą i dopuszczaniem (lub nie) do przekazu wszelkich publikacji, filmów , itp. Zazwyczaj cenzura instytucjonalna działa w sposób prewencyjny.

prewencyjna – polegająca na kontrolowaniu wszelkich przekazów zanim zostaną one opublikowane i zakazie publikowania czegokolwiek bez zgody odpowiedniej instytucji cenzurującej.

prawna – w danym kraju istnieje prawo zakazujące publikowanie określonych treści pod groźbą rozmaitych kar, które są egzekwowane na normalnej drodze prawnej czyli przez zwykłe organy ścigania i sądy.

represyjna – polegającej na ściganiu, karaniu i ew. wycofywaniu z obiegu materiałów objętych cenzurą, jednak bez cenzurowania ich przed publikacją.

wewnętrzna (odredakcyjna) – odbywająca się nie na mocy prawa lecz wewnątrz wydawnictw czy stacji telewizyjnych i polegająca na kontrolowaniu publikacji przez właścicieli mediów.

polityczna – ograniczenia wolności słowa dotyczących polityki, szczególnie krytyki władz.

religijna – ograniczenia publikacji krytykujących pewną religię – zarówno jej dogmaty jak i bardziej przyziemne sprawy typu postępowanie kleru czy sprawy finansowe.


 

źródło: http://www.polishgeographic.pl/index.php/pg/Pocztowki-z-Polski/Tajemnice-historii-Polski/Skreslona-prawda-czyli-dzieje-cenzury-w-PRL


Powrót do listy artykułów >>