Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!
       

Prasa podziemna

W 1982 roku w podziemiu ukazywało się co najmniej osiemset czasopism

Wolności słowa drukowanego nigdy nie było w Polsce tyle, co w stanie wojennym. Była prawie nieograniczona. Kosztowała tyle, co ryza papieru, kawałek muślinu i pudełko pasty Komfort. Albo kilka miesięcy więzienia.

I nigdy wcześniej ani potem nie miała takiej wagi. Bibuła, a właściwie jej obieg, był podstawową formą istnienia zakazanej "Solidarności", a kartka powielaczowa jej głównym orężem.

Zbrojne bojówki władzy nocą 13 grudnia splądrowały wszystkie lokale związkowe w poszukiwaniu arsenałów "Solidarności". Nie znalazły ani jednej sztuki broni, ani jednego naboju. Nic nie dały rewizje w domach opozycjonistów. Po paru miesiącach gorliwego tropienia funkcjonariusze SB znaleźli u dwóch związkowców z Piotrkowa Trybunalskiego dwa pistolety własnej konstrukcji. Naprawdę to aktywiści partyjni i ormowcy zaopatrzyli się na początku stanu wojennego w pistolety. Wydano ich tyle, że - jak ustalił Andrzej Paczkowski - wystarczyłoby do wyposażenia w broń krótką pięciu dywizji.

Po wypowiedzeniu jej wojny polsko-jaruzelskiej podziemna "Solidarność" nie odstąpiła od walki non- violence. Koncepcję długiego marszu następująco wyłożyli 24 stycznia 1982 roku przywódcy Mazowsza - Zbigniew Bujak i Wiktor Kulerski - w liście do Władysława Frasyniuka kierującego podziemiem we Wrocławiu: "Należy przebudować organizację związkową w strukturę zdecentralizowaną i niesformalizowaną, opartą na grupach związkowców, których łączą więzy koleżeńskie, sąsiedzkie i przyjacielskie".

Trzeba się skupić - pisali - "na niesieniu pomocy prześladowanym i ich rodzinom; odrodzeniu niezależnej prasy i sieci jej kolportażu; stworzeniu nowej sieci łączności; wznowieniu ruchu wydawniczego; wypracowaniu systemu zbierania i przekazywania informacji; doprowadzeniu do wytworzenia się skutecznie działającej opinii publicznej, z którą będą się musieli liczyć służalcy; stopniowym organizowaniu biernego oporu i walki cywilnej".

Głównym pomysłem na budowanie podziemnej "Solidarności" była produkcja i rozpowszechnianie bibuły. Bujak i Kulerski formułując tę koncepcję, czerpali nie tylko z doświadczeń pracy niepodległościowej pod zaborami i państwa podziemnego z czasów II wojny światowej, ale również z zaobserwowanej w ciągu z górą miesiąca spontanicznej reakcji społeczeństwa na zbrojną akcję WRON. Strajki zostały spacyfikowane, manifestacje uliczne rozbite, sparaliżowana działalność związkowa. A drugi obieg eksplodował!

Oprócz operacji o kryptonimie "Jodła", polegającej na aresztowaniu i internowaniu przywódców "Solidarności" i opozycji, funkcjonariusze MSW mieli w pierwszym dniu stanu wojennego do przeprowadzenia również operacje "Klon" i "Azalia". Pierwsza miała na celu zastraszenie liderów, którzy nie zostali internowani, aby nie podejmowali żadnej działalności publicznej, czyli odebranie społeczeństwu zdolności do samoorganizacji. Druga - przerwanie i udaremnienie łączności i komunikacji. Wyłączone zostały telefony i - co ważniejsze dla spacyfikowania "Solidarności" - teleksy; to tak, jakby dziś zamilkły telefony komórkowe i przestał działać Internet. Przywrócona na poważnie została cenzura publikacji i rozwinięta (bo zawsze w PRL istniała) perlustracja (kontrola) korespondencji, zawieszona większość gazet i czasopism, zmilitaryzowane telewizja i radio, zakazane swobodne podróżowanie. Bojówki ZOMO i SB, nie znalazłszy w siedzibach "Solidarności" arsenałów broni, zostawiały po sobie poprzewracane dalekopisy z przeciętymi przewodami, roztrzaskane lub unieruchomione powielacze, zniszczone urządzenia do nagrywania kaset magnetofonowych i sprzęt nagłaśniający. Jednym z głównych celów autorów stanu wojennego było bowiem przywrócenie monopolu władz na rozpowszechnianie informacji i sparaliżowanie swobodnej komunikacji społecznej. Tego celu nie osiągnięto.

Pierwsze niezależne gazety w stanie wojennym ukazały się od razu 13 grudnia. Wydawały je komitety strajkowe w dużych zakładach, zwłaszcza tam, gdzie odtwarzały się tymczasowe władze regionalne związku. Produkowane były przeważnie na zakładowym sprzęcie poligraficznym, żyły więc tyle, ile trwał strajk - dzień, dwa, maksimum trzy.

Niewiele później wyszły pierwsze numery czasopism stworzonych w konspiracji. Wrocławskie "Z dnia na dzień" (kontynuacja organu regionalnych władz "Solidarności"; pismo stało się rekordzistą kraju - ukazało się 540 jego numerów, w tym w konspiracji prawie 400) zostało wydrukowane już w nocy z 14 na 15 grudnia. Pierwszy numer krakowskich "Aktualności" nosił datę 14 grudnia. Warszawskie "Wiadomości Dnia", później "Wiadomości" - 17 grudnia. Z tą samą datą ukazała się łódzka "Solidarność Walcząca".

W Warszawie 7 stycznia 1982 roku zadebiutował "Tygodnik Wojenny". Niewiele później, ale jeszcze w styczniu, ukazał się "CDN Głos Wolnego Robotnika", "Wola", "KOS". 11 lutego - "Tygodnik Mazowsze", najbardziej znana gazeta podziemna. W Poznaniu "Obserwator Wielkopolski", w Krakowie "Biuletyn Małopolski", w Gdańsku "Solidarność", we Wrocławiu "Biuletyn Dolnośląski" i "Solidarność Dolnośląska". To tylko najbardziej popularne tytuły. Ich zasięg był ponadregionalny, redakcja - profesjonalna, trwałość wieloletnia. "Tygodnik Mazowsze" ukazywał się w nakładzie kilkudziesięciu tysięcy egzemplarzy, pozostałe osiągały po kilkanaście i więcej tysięcy. Rozpowszechnianiem każdego z pism zajmowało się od kilkuset do kilku tysięcy ludzi. Kolportaż bibuły w istocie stanowił siatkę organizacyjną podziemia.

Ale gazetkę podziemną w stanie wojennym mógł w zasadzie wydać, kto chciał. Znajomość najprostszej techniki powielania - sitodruku - była po okresie solidarnościowego karnawału dość rozpowszechniona. Umiejętność drukowania wydawała się wówczas tak naturalna, że cenzura przegapiła swego rodzaju instruktaż - dodatek "Mały drukarz" opublikowany w czasopiśmie dla dzieci "Miś". Bibliografia podziemnego ruchu wydawniczego odnotowuje tytuły efemerycznych czasopism, wydanych raz lub kilka razy; ktoś chciał się publicznie wypowiedzieć i na tyle wystarczyło mu ochoty lub weny. Bibuła wychodziła nawet w ośrodkach internowania, gdzie gazetki były przepisywane ręcznie albo powielane za pomocą rozmaitych wynalazków. Matrycą drukarską mogła się na przykład stać cynfolia z opakowania czekolady nakłuwana igłą, a farbą drukarską - pasta do butów.

Dla okresu stanu wojennego charakterystyczna była znaczna liczba czasopism satyrycznych. Krakowska Wolna Oficyna Bezcykoryjnych wydała np. dwa numery "Wroniego Zwierciadła", warszawska Nowa Agencja Informacyjna - "Żółwia wrona nie pokona". Istniała też "Dżdżownica - Organ Pełzającej Kontrrewolucji". Przeważnie były to efemeryczne tytuły. Przez kilka lat jednak ukazywała się " Jaruzela" (aluzja do wydawanej legalnie w Łodzi "Karuzeli"); dokonała żywota już w 1989 roku pod zmienioną nazwą "Głos Szarego Członka".

Jednym z weselszych tytułów, choć najzupełniej poważnego pisma, był biuletyn "Solidarności" w warszawskim Miejskim Przedsiębiorstwie Taksówkowym - "Głos Wolnego Taksówkarza". Powszechnie żartowano, że łatwiej zdobyć "Głos…" niż wolną taksówkę.

Wiele czasopism podziemnych osiągało rozmiar sporych książek i wysoki poziom literacki, eseistyczny i publicystyczny. Można by wymienić co najmniej kilkadziesiąt tytułów takich almanachów. Ewenementem na skalę światową były naukowe, redagowane i wydawane w konspiracji periodyki, jak wrocławski socjologiczny "Przyjaciel Nauk" i warszawski "Almanach Humanistyczny".

W 1982 roku w podziemiu ukazywało się w całym kraju co najmniej 800 czasopism. Wydano ponad 300 książek i broszur. W następnych latach liczba tytułów prasowych poza zasięgiem cenzury zbliżyła się do 2 tysięcy, książek - do 4,5 tysiąca.

Co czwarty dorosły obywatel Polski zetknął się w stanie wojennym z drugim obiegiem wydawniczym. W dużych miastach w miarę regularnie miewało kontakt z bibułą 40 procent czytających, a w metropoliach - 60 procent.

ANDRZEJ KACZYŃSKI

 

źródło: http://www.rzeczpospolita.pl/dodatki/dodatek1_061209/dodatek1_a_5.html


Powrót do listy artykułów >>