Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!
       

Pamiętać o rzeczywistości

Jarosław Ściślak

"Inne pisma poinformują Cię, co się dzieje na świecie. FENIX pozwoli Ci o tym zapomnieć!". Słowa te przez 11 lat towarzyszyły pismu dla polskich miłośników fantastyki. 107 wydanych numerów, 2 redaktorów naczelnych, 3 wydawców. I wierne grono wielbicieli, oddanych do dziś.

Cała historia zaczęła się w roku 1990, kiedy przemiany polityczne i gospodarcze umożliwiły w Polsce rozkwit wielu nowych, prywatnych inicjatyw biznesowych. Postanowiono stworzyć nowy magazyn literacki, przybliżający wyposzczonemu polskiemu czytelnikowi, dorobek światowej fantastyki. Początkowo podtytuł FENIX-a brzmiał: "Magazyn literacko - filmowy". Później koncepcja pisma ewoluowała w kierunku literackim. Położono nacisk na literaturę. Film -zajmujący mniej miejsca na łamach - do końca stanowił ważną część pisma.

FENIX to kawał czasu w polskiej i światowej fantastyce. Przez 11 lat zdołano skutecznie wypromować takie nazwiska jak Jacek Piekara, Andrzej Pilipiuk, czy Tomasz Bochiński. Od początku towarzyszyły pismu rysunki będące ilustracjami opowiadań i mikropowieści. Oklaski należą się Przemysławowi Truścińskiemu i Jarosławowi Musiałowi. Nie wolno zapomnieć o tłumaczeniach. Dzięki Agnieszce Sylwanowicz i Eugeniuszowi Dębskiemu poznaliśmy wiele ważnych dzieł. Zwłaszcza w początkowych latach funkcjonowania tytułu, czytelnicy otrzymali wiele opowiadań i mikropowieści nagrodzonych prestiżowymi wyróżnieniami: Hugo i Nebulą.

Od początku FENIX nie miał łatwego życia. Problemy z cenami papieru, nieregularne daty kolejnych wydań (co zostało FENIXOWI do samego końca), w końcu problemy z pierwszym wydawcą. Do tego doszedł ideologiczny spór wśród krytyków o rzekomej wyższości FENIXa nad obecną od '82 roku na rynku "Fantastyką", potem przemianowaną na "Nową Fantastykę". Wszystko to wpłynęło pozytywnie na skład redakcyjny, który z każdym kolejnym miesiącem przygotowywał lepsze pismo. Ciekawsze, większe objętościowo (w najlepszym okresie średnio 190 stron) i opiniotwórcze.

Ewolucja pisma to także zmiana poglądów i gatunku. Na początku lat 90- tych triumfy święcił horror oraz, odsądzana od czci i wiary, conanopodobna fantasy. Do rzadkości należały sytuacje, gdzie w fantastyce baśniowej - bo tak inaczej nazywana jest fantasy - głównym bohaterem był ktoś inny niż wielki i spocony osiłek. Postać stworzona przez amerykańskiego pisarza Roberta E. Howarda doczekała się nawet dowcipnych parodii, chociażby "Conan deflorator". Science - fiction, zwłaszcza jej odmiana hard, gdzie nauka nie mogła być przez pisarza potraktowana po macoszemu i dowody na logiczne użycie akademickich reguł musiały znajdować się na każdym kroku, wyraźnie męczyła czytelników. FENIX od początku bronił się przed potopem fantasy, argumentując, że skoro jeden z polskich autorów (Feliks W. Kres) mógł skleić papierowy model czołgu, nasypać w misce piasku i sprawdzić czy możliwym jest, aby kąt nachylenia lufy odpowiadał założeniom opowiadania, to reszta może pójść jego śladami.

Na niewiele to zdało. Fantasy zawładnęła światową i polską fantastyką. Czytelnicy mieli za złe, że wraz z upływem czasu mniej w miesięczniku było horroru, ale to już nie wina redaktorów, lecz gustów owych czytelników. Kolejną wielką debatą przetaczającą się przez strony FENIX-a był problem z definicjami - czym jest fantastyka problemowa, czym rozrywkowa. Czy to, że spocony barbarzyńca z toporem w łapie wyrzyna pół kontynentu (obowiązkowo w pojedynkę, deflorując przy tym każdą pannę jaka mu się po drodze napatoczy) nie jest przypadkiem dla fantastyki jako gatunku obraźliwe. Zdania jak zwykle były podzielone i do niczego to nie doprowadziło. Warte zauważenia jest stanowisko większości redakcji - fantastyka problemowa jest szlachetniejsza, odpowiada na pytania egzystencjalne, kamuflując je pod płaszczykiem obcych planet, ras, paralizatorów i kosmicznych statków. Rozrywka zaś to inny wymiar fantastyki, mający prawo do równoległego istnienia.

Wciąż przypominano, że fantastyka to nie tylko poglądy i pytania, to także ludzie. Tęskniono za Lemem, którego nikt już nie czyta. Sam FENIX miał od początku na pokładzie Rafała Ziemkiewicza, dzisiaj uznanego publicystę, przez cztery lata (do numeru 30), redaktora naczelnego.

Przez 11 lat w Polsce i polskiej literaturze wydarzyło się wiele. FENIX spopularyzował Jakuba Wędrowycza, jedną z ikon polskiej fantastyki. Doprowadził do konsolidacji fandomu, do odkrycia na nowo wielu autorów polskich i zagranicznych. W Ameryce mają "Asimov's Science Fiction Magazine" czy "Locusa". My przez długie lata mieliśmy przyjemność czytania FENIX-a - pisma pamiętającego o rzeczywistości bardziej, niż przyznawali się w haśle reklamowym jego twórcy.

 

źródło: http://www.lead.pl/pamietac-o-rzeczywistosci,d692.html


Powrót do listy artykułów >>